Od tego momentu
książka staje się coraz bardziej nieprzewidywalna, zaczyna wciągać jak tornado wszystko,
co napotka na swojej drodze łącznie z gotowaniem obiadu, egzaminem, myciem
naczyń, o niezliczonej ilości kubków herbaty nie wspominając. Marianne rzeźbi w
transie gargulce i oddaje im swoje serca. Twierdzi, że pochodzi z XIV w. i była
zakonnicą. Ma wytatuowane całe ciało i opiekuje się poparzonym, bo w dalekiej
przeszłości byli małżeństwem. Jeśli jeszcze nie dość osobliwości to dodam, że Marianne
komunikuje się ze swoimi trzema mistrzami, autor mocno nawiązuje do „Piekła”
Dantego i nad swoją książką pracował ok. 7 lat.
Cała fabuła, rozgrywająca się równolegle „teraz” i w przeszłości w opowieściach Marianne, nabiera cech baśni, pięknej baśni o miłości. To nie brzmi banalnie, ta opowieść naprawdę porywa. Nie ukrywam, że do tak różnych postaci czułam niemałą sympatię, mimo sceptycznej i zrzędliwej postawy bezimiennego bohatera i mimo obłąkańczych i schizofrenicznych zachowań Marianne. Zresztą trudno Marianne nie polubić, z jej tymi przejmującymi opowieściami o miłości, umiejętności kulinarnymi z różnych stron świata i konsekwentnym uporem ignorowania wszelkich objawów niedowierzania w jej historię (i przejawów cywilizacji także). Ode mnie tyle, choć to nie wszystko i to dopiero początek. Nie chcę wszystkiego zdradzać, bo musiałabym napisać kilkaset stron, żeby opisać tę książkę. A jest to trudne, bo jest tak różnorodna i złożona, że naprawdę żałuje się, że się kończy.
Cała fabuła, rozgrywająca się równolegle „teraz” i w przeszłości w opowieściach Marianne, nabiera cech baśni, pięknej baśni o miłości. To nie brzmi banalnie, ta opowieść naprawdę porywa. Nie ukrywam, że do tak różnych postaci czułam niemałą sympatię, mimo sceptycznej i zrzędliwej postawy bezimiennego bohatera i mimo obłąkańczych i schizofrenicznych zachowań Marianne. Zresztą trudno Marianne nie polubić, z jej tymi przejmującymi opowieściami o miłości, umiejętności kulinarnymi z różnych stron świata i konsekwentnym uporem ignorowania wszelkich objawów niedowierzania w jej historię (i przejawów cywilizacji także). Ode mnie tyle, choć to nie wszystko i to dopiero początek. Nie chcę wszystkiego zdradzać, bo musiałabym napisać kilkaset stron, żeby opisać tę książkę. A jest to trudne, bo jest tak różnorodna i złożona, że naprawdę żałuje się, że się kończy.
Barbara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz